Skip to content

Coexist

Nagroda Menora Dialogu (2022)

XXV Ogólnopolski Dzień Judaizmu, 17 stycznia 2022, Poznań
Nagroda „Menora Dialogu” dla prof. Jana Grosfelda (Warszawa)
„za zbliżanie ludzi, kultur, religii i narodów”
przyznawana przez Stowarzyszenie COEXIST i Fundacje SIGNUM
Prowadzenie: ks. dr Jerzy Stranz (Stowarzyszenie Coexist)
Marek Kalemba (Stowarzyszenie Coexist)
Laudacje: Rabinka Małgorzata Kordowicz (Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie)
Arcybiskup Grzegorz Ryś (Archidiecezja Łódzka)


Koncert kameralny „Rebeka”
Aleksandra Idkowska – śpiew, Dawid Troczewski – fortepian

Aleksandra Idkowska, wokalistka, pianistka, studentka wydziału musicalowego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie. Absolwentka Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II st. w klasie fortepianu. Koncertuje z muzyką żydowską oraz izraelską, a także musicalową i filmową. Jest Laureatką wielu festiwali o randze ogólnopolskiej oraz międzynarodowej. Uczestniczka „Szansy na Sukces” Opole 2020 z utworami Edyty Geppert, wykonała utwór „Życie kocham cię nad życie”. Zadebiutowała w musicalu „Jentl” I.B Singera i L.Napolin, na deskach Teatru Żydowskiego im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie.

Dawid Troczewski, znany pianista, kompozytor, aranżer. Absolwent W dorobku artystycznym ma wiele nagród indywidualnych i zespołowych, m.in. Grand Prix „Warszawskiego Festiwalu Pianistów Jazzowych” (nagrodę wręczał mu sam Andrzej Kurylewicz); ponadto jego Trio zostało laureatem międzynarodowego konkursu „European Jazz Newcomer” w Hradec Kralove (Czechy); otrzymał też kilka Nagród Specjalnych, m.in. na „Ogólnopolskim Konkursie Pianistów Muzyki Rozrywkowej” (Warszawa’2006, ’2008, ’2009) oraz nagrodę „Indywidualność Muzyczna” (Inowrocław’2002).


Podsumowanie 25-letniej historii Dnia Judaizmu w Polsce i spojrzenie w przyszłość…
prof. Stanisław Krajewski (Polska Rada Chrześcijan i Żydów)
prof. Jan Grosfeld (Komitet KEP ds. Dialogu z Judaizmem)
Résumé: bp Rafał Markowski, przewodniczącego Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem

Akademia Lubrańskiego, ul. Jana Lubrańskiego 1


25 lat Dnia Judaizmu (fragmenty)

 Stanisław Krajewski, 17 stycznia 2022

Ćwierć wieku to dobra okazja do podsumowania. Dla mnie taka próba bilansu ma walor również osobisty, bo uczestniczyłem dość czynnie w spotkaniach 17 stycznia w całym tym okresie. A jego prehistoria to co najmniej czas od lat 1970., gdy odbywały się Dni Kultury Żydowskiej organizowane przez sekcję młodych warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, zainicjowane przez niedawno zmarłego Krzysztofa Śliwińskiego – człowieka, który zasługuje na naszą pamięć i wdzięczność. Jednak Dzień Judaizmu to inna skala.

Może z mniejszą pewnością niż 25 lat temu, ale jednak powiem, że w podręcznikach historii za 500 lat zmiana relacji chrześcijańsko-żydowskich będzie ważnym punktem opisu dziejów z okresu naszego życia

W czasie inauguracyjnych obchodów w 1998 r. miałem zaszczyt wygłosić w synagodze Nożyków w Warszawie krótkie przemówienie. Podkreślałem, jak wspaniałe jest to, że spotkaliśmy się po to, aby afirmować, budować. Mówiłem o wspólnych źródłach i o pokrewieństwie, które stwarzają więź, aczkolwiek zarazem napięcie i opozycję. Wreszcie o zadaniu budowania wzajemnego szacunku i wzajemnej wrażliwości. Należy więc zapytać: Czy to się udało?

Do tego pytania muszę dołączyć jedno wyjaśnienie. Dzień Judaizmu to uroczystość kościelna, więc zasadniczo należałoby pytać, czy udało się osiągnąć te cele wśród katolików. Jednak ja pytam zarówno o wiernych Kościoła, jak i o Żydów, bo zależy mi i na tych, i na tamtych. Czy więc udało się zbudować wzajemny szacunek i wrażliwość na punkt widzenia drugiej strony?

Jest dla mnie jasne, że nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Są co prawda tacy, którzy zdecydowanie stwierdzą „tak” lub „nie”. Na przykład jedni powiedzą, że prawie każdy się zgodzi, iż – jak to sformułował Jan Paweł II – „antysemityzm jest grzechem”, a współpraca rabinów z biskupami jest oczywistością zarówno w Watykanie, jak i w Warszawie czy Poznaniu. Inni stwierdzą, że w istocie nic się nie zmieniło, tylko używa się innego języka, a zresztą stary język powraca (np. niedawno w Kaliszu), a z kolei tradycjonalistycznie nastawieni Żydzi nadal nie zechcą wchodzić do kościoła. Ja uważam, że podsumowanie musi być subtelniejsze.

Podejmując się nawet najsubtelniejszego podsumowania, pamiętajmy, że uczestniczymy w procesie „długiego trwania”. Przemiana się dokonuje, ale zmiany w mentalności społecznej są powolne, utrwalone obrazy „innego” nie znikają tak łatwo. Jest naiwnością wyobrażanie sobie, że w kilka lat (czy 25 lub choćby 57 lat) fundamentalna zmiana podejścia do innej religii będzie udziałem wszystkich.

Muszę zarazem wyznać, że 25 lat temu miałem nadzieję – taką właśnie naiwną – że pozytywna rewolucja wessie większość chrześcijan i Żydów, w tym zwłaszcza polskich katolików i polskich Żydów. Tak się nie stało. Mimo to nie mam poczucia porażki, bo od początku zakładałem, że dialog wymaga cierpliwości, otwartości i determinacji.

Zmiany są więc powolne, nie przebiegają bez zawracania i meandrowania. Zważmy zatem, jakie konteksty – zarówno ogólnoświatowe, jak i polskie – należy brać pod uwagę, oceniając dorobek Dni Judaizmu.

( ….)

Co dalej?

Myśląc o Dniu Judaizmu, możemy wskazać powody do narzekania. Jedną z przyczyn frustracji, którą widzę u moich przyjaciół katolików, są zawiedzione oczekiwania. Oczekiwania co do widoczności Dnia Judaizmu były większe. Tymczasem ta okazja jest zaznaczana tylko w niewielu z 10 000 parafii, a zresztą nieraz, jak słyszę, jest jedynie „odbębniana”.

Rozumiem to, ale ja nie jestem sfrustrowany. Nie oczekiwałem bowiem wiele więcej. Samo istnienie Dnia Judaizmu to i tak sukces. Bo ten dzień stał się uznanym elementem życia katolickiego. Ogólniej mówiąc, z reguły nastawienie na konkretny rezultat prowadzi do rozczarowania. A dialog międzyreligijny ma szansę osiągać głębię, gdy się całkowicie zrezygnuje z oczekiwań dotyczących religijności drugiej strony.

Dialog chrześcijańsko-żydowski jest istotny, naprawdę ważny dla niewielu tylko osób. Jest tak po obu stronach. A ponieważ katolików jest w Polsce co najmniej 1000 razy więcej niż Żydów, proszę się nie dziwić, że wśród żydowskich uczestników tak często powtarzają się te same osoby i nazwiska (w tym moje). Jeśli chodzi o Żydów, to większość nie ma raczej poczucia, że dialog z Kościołem jest potrzebny. Poprawne stosunki – tak, najlepiej dobre, bo Kościół to potęga, ale głębszy dialog jest celem dla nielicznych tylko Żydów.

Mimo to twierdzę, że wielu jest takich, którzy wiedzą lub wyczuwają, iż to chrześcijanie – i może poza Żydami głównie właśnie chrześcijanie – są w stanie zrozumieć tradycję żydowską, np., ujmując rzecz hasłowo, że mówiąc „Bóg prawdziwy”, mówimy zarazem „Bóg Izraela”. Wedle mojego doświadczenia Dzień Judaizmu to rezultat procesu głębokiej przemiany i zarazem – mimo wszelkich słabości – dobry wyraz tej nowej postawy: wśród osób zaangażowanych w dialog pojawiło się wzajemne zaufanie. To jest może najcenniejszy „produkt” ćwierćwiecza Dnia Judaizmu – zaufanie, które umożliwia budowanie więzi. Z żydowskiej perspektywy obejmuje to poczucie, że po tamtej stronie nie ma zamiaru nawracania Żydów.

Owszem, możemy pytać o reprezentatywność osób, które sobie nawzajem ufają, a czasem się przyjaźnią. Widzimy jednak, że są to nieraz ważne osobistości z obu stron. Mimo wszystko są powody do optymizmu. Może z mniejszą pewnością niż 25 lat temu, ale jednak powiem, że w podręcznikach historii za 500 lat zmiana relacji chrześcijańsko-żydowskich będzie ważnym punktem opisu dziejów z okresu naszego życia.

Co dalej? Więź należy rozwijać nadal, budować braterstwo i siostrzeństwo. Dążyć wspólnie do świata bez postaw antyżydowskich i antychrześcijańskich. Nie bez samokrytycyzmu, bo tak wiele w naszych instytucjach religijnych i w naszych postawach może i musi być krytykowane. Wierzymy zarazem, że chodzi nie tyle o odrzucenie tradycji, ile o jej reinterpretację, o dotarcie do czystych źródeł i czerpanie z nich w sposób godny naszej epoki. Jest złudzeniem, że można zlikwidować religie i oprzeć się po prostu na podstawowych wartościach ludzkich. One są, owszem, niezbędne, ale gdy głębsze tradycje zanikają lub więdną, zaczynają rozkwitać quasi-religie, postawy magiczne, zaufanie do wróżek i czarowników, absolutyzowanie różnych sił świata fizycznego i mentalnego.

Wyzwaniem jest rozwijanie naszych tradycji w kierunkach, które odpowiadają na potrzeby duchowe naszego czasu. Ale uwaga: określenie „duchowe” nie oznacza odwrócenia plecami od świata materii. Przykład: dziś właśnie (o zmierzchu) skończyło się święto żydowskie – kto o tym wie? „Tu biszwat” przypada w pełnię księżyca w miesiącu szwat; nazywane jest też „nowym rokiem drzew”. To pomniejsze święto, ale coraz bardziej widoczne. Czas, gdy w Ziemi Izraela zaczynają płynąć soki w drzewach, jest okazją do rytuałów, które są coraz bardziej rozbudowywane i wyrażają naszą rosnącą wrażliwość ekologiczną i aktywizm dotyczący wyczerpywania się zasobów Ziemi. 

Wyzwaniem dla nas wszystkich jest to, jak uczynić kroki ku światu godnemu nadziei mesjańskiej. Chodzi o lepszy świat, bardziej sprawiedliwy, a może – żeby użyć wzniosłego słowa, które bywa bardzo nadużywane – świat taki, w którym może się uwidoczniać świętość.         

Jedno ważne zastrzeżenie: wspólne wyzwanie, jakim jest pogłębianie tradycji i unikanie idolatrii, wedle mojego najgłębszego przekonania nie powinno oznaczać jakiegoś wspólnego frontu wierzących chrześcijan i religijnych Żydów przeciw ateistom. Ateiści to nasi bliscy, ludzie, którzy mają się przeciwko czemu buntować: nie chcą takiego wątpliwego Boga, jaki wyłania się nazbyt często z naszych słów i czynów. Zwłaszcza czynów.

Niemal 200 lat temu litewski rabin Izrael Salanter, nauczał: „Moje potrzeby duchowe to potrzeby materialne mojego bliźniego”. Tę wskazówkę chciałbym zilustrować. Jest to zarazem komentarz do, skądinąd dość zdroworozsądkowej, maksymy zawartej w Talmudzie: „Kto jest w stanie zapobiec popełnieniu grzechu przez członka rodziny i nie czyni tego, odpowiada za grzechy swej rodziny. Gdy dotyczy to ludzi jego miasta, odpowiada za ludzi swojego miasta. Gdy całego świata, odpowiada za cały świat”.

Wspomniałem, że biorąc udział w Dniu Judaizmu, uczestniczymy w procesie długiego trwania; a przecież obok nas pojawiają się sytuacje, w których chodzi o obecną chwilę, bo od niej zależy zdrowie i życie. Niedawno warszawski Klub Inteligencji Katolickiej otworzył (poza strefą stanu wyjątkowego) Punkt Interwencji Kryzysowej, aby pomagać migrantom. Wolontariusze działają w porozumieniu z Grupą Granica, zgodnie z prawem, oferując elementarne wsparcie zdezorientowanym, przerażonym, przemarzniętym ludziom. W połowie grudnia policja dokonała w tym Punkcie przeszukania, konfiskując komputery i telefony, również prywatne. Rządzący, zamiast podziękować, prześladują osoby, które z odruchu serca chcą pomóc nieszczęśnikom.

Gdy wspomnimy werset z Tory o miłowaniu przybysza, bo „byliście obcymi przybyszami w ziemi egipskiej”, nie zdziwi nas, że tydzień spędził w tym punkcie przewodniczący warszawskiej Gminy Żydowskiej Lesław Piszewski. Podkreśla on, że niezależnie od problemów, które wyczuwamy, patrząc na migracje, musimy przede wszystkim reagować na kryzys humanitarny; nasze żydowskie doświadczenia historyczne każą nam utożsamić się z uchodźcami.

Jemu zawdzięczam opowieść o pewnej wiosce na Podlasiu, gdzie mieszka staruszka, mająca w swojej pieczy drugi domek, który stoi pusty. Codziennie napala tam w piecu, zostawia jedzenie i zapalone światła oraz niezamknięte drzwi… To przykład, który ma nas pocieszyć w tym Dniu Judaizmu. A może to wskazówka, jak w życiu codziennym dostrzec przebłysk tego, co najwznioślejsze – świętości?

Tekst rozszerzony „Dzień Judaizmu, dialog, kryzys”, na portalu Więzi: https://wiez.pl/2022/01/20/dzien-judaizmu-dialog-kryzys/